Już wkrótce

GordonkiPlus

 

 

 

 

 

 

 

 

Zapraszamy na quest:

"Z Eleonorą Wodzicką spacer po Korzkwi"

Relacja

Aplikacja mobilna

Ulotka:

quest 1

 

logo 100 lecie GZ
rok wyspianskiego

RODO

Klauzula informacyjna: link

Subskrypcja e-mail

Kalendarz imprez

kalendarz 0 XL

 

Do poczytania

okladka 2 3 2019

Do pokolorowania

zmngmzielonki dlamłodych

Statystyka

Użytkowników:
3
Artykułów:
797
Odsłon artykułów:
707645

Kiedy któregoś dnia okoliczności zmuszą nas do pojawienia się w Zielonkach aby w Urzędzie Gminy  złożyć podanie, wniosek lub odwołanie, warto przed wyjazdem na dach swojego samochodu wrzucić rower. Warto, ponieważ plac pod tym właśnie urzędem  jest miejscem, gdzie zaczyna się i zarazem kończy pętla jednego z najciekawszych szlaków rowerowych okolic Krakowa – czerwonego szlaku rowerowego gminy Zielonki. Na szlak ten zapraszamy też mieszkańców Krakowa i turystów.

 

rowerem_przez_gmine

Szlak ma długość około 32 kilometrów, więc będziemy potrzebowali na jego pokonanie około trzech - czterech godzin, ale naprawdę warto.
Początkowo pedałujemy na wschód, w kierunku Bibic. Po przejechaniu czterystu metrów skręcamy na południe drogą prowadzącą wzdłuż Prądnika. Po lewej mijamy starą cegielnię, wybudowaną przez Austriaków, potrzebujących cegły na budowę licznych fortów Twierdzy Kraków.
Droga z asfaltowej zamienia się w gruntową i kiedy znowu wyjeżdżamy na asfalt po lewej natkniemy się na pierwszy obiekt Twierdzy, dawną prochownię w Witkowicach. O tej prochowni było głośno 5 czerwca 1927 roku, kiedy to o godzinie 10.15 doszło do przypadkowej eksplozji zgromadzonych tu materiałów. Wybuch prochowni spowodował ogromne zniszczenia w samych Witkowicach, gdzie zawaliło się ponad sto budynków. Podobnie w Górce Narodowej, Bibicach i Toniach. Był tak potężny, że stare XV-wieczne witraże kościoła parafialnego w Zielonkach przestały istnieć. W Krakowie wyleciało około 6 tysięcy szyb, a w kościołach ze ścian pospadały obrazy i wota. Jeszcze tej samej nocy na lotnisku wojskowym w Rakowcach wylądował wicepremier Bartel, przywożąc pół miliona złotych zapomogi dla ofiar katastrofy, uchwalone na nadzwyczajnym posiedzeniu Rady ministrów.
Kiedy już miniemy ten cichy obecnie zagajnik z małą żółtą tabliczką  informacyjną, czerwone znaki skierują nas w kierunku szpitala okulistycznego w Witkowicach. Dzieje tego szpitala sięgają okresu pierwszej wojny światowej, kiedy to w drewnianych barakach pozostałych po obozie dla internowanych polskich oficerów ufundowano dziecięcy szpital okulistyczny. Wybuch pobliskiej prochowni zniszczył go zupełnie. Około 150 dzieci zostało rannych. Ale odbudowany szpital działa do dnia dzisiejszego.
Teraz wjeżdżamy na teren Parku Leśnego w Witkowicach. Przyrodniczo jest to miejsce wyjątkowe. Wzdłuż meandrującej tu Bibiczanki występują gatunki zwierząt objęte ścisłą ochroną gatunkową: zimorodki, traszki, kumaki, ropuchy, rzekotki, jaszczurki i zaskrońce.
Ale park to także królestwo miłośników rowerowego downhillu, którzy wybudowali tu wiele ramp, skoczni i torów. Więc jeżeli już przejeżdżamy tamtędy, to warto skorzystać z okazji i wykonać choćby niewielkiego kilkumetrowego „dropa”.
Kiedy już wyjedziemy z pomiędzy drzew parku witkowickiego na otwartą przestrzeń,  wsią którą zobaczymy na horyzoncie będą Bibice. Przejedziemy je od końca do końca. Bibice to wieś z pozoru taka jak inne, ale jej historia sięga roku 1050, czyli dwóch stuleci przed lokacją Krakowa. Należą do najstarszych wsi w Polsce. Bibice to nazwa węgierska, gdyż tak jak Węgrzce, Januszowice czy Korzkiew założone były przez osadników węgierskich. Potem przez 750 lat Bibice należały do klasztoru Norbertanek. Niestety po tej historii nie pozostał żaden ślad, gdyż na skutek obowiązywania na tej części Twierdzy Kraków tzw. rewersów demolacyjnych, po wybuchu pierwszej wojny światowej mieszkańcy musieli własnoręcznie swoje domy rozebrać. Kiedy miniemy kościół parafialny, następnie przejeżdżać będziemy obok fortu Bibice, oznaczanego na starych mapach numerem 45a. Warto zaglądnąć na fortowy plac broni. Budowla  przeżyła w idealnym stanie dwie wojny światowe, ale nie przeżyła gospodarki planowej okresu PRL. Miała tu być jakaś spółdzielnia a z planów pozostały wysadzone stropy, gruz i ruina.
Po przejechaniu kolejnego kilometra przekonujemy się, że nie wszystkie forty musiały skończyć tak smętnie. Na tarasie w hotelu Twierdza urządzonym w austriackim forcie numer 45 Zielonki możemy wypić herbatę i posłuchać huku wystrzałów dobiegających z fortecznej fosy, gdzie ćwiczy klub strzelecki.
Ruszamy dalej na północ. Teren, po którym teraz jedziemy to wielokilometrowe, puste do dziś przedpola linii fortów austriackich zakończone dawną granicą rosyjską. Zjeżdżamy ostro w dół w kierunku Garlicy Murowanej. Kiedy dojeżdżamy do pierwszych zabudowań wsi, na wprost przed nami zobaczymy jedną z bardziej malowniczych budowli tych okolic - lamus z siedemnastego wieku, przerobiony ze starej wieży bramnej.rowerydoart13.04
Przez chwilę jedziemy asfaltową drogą wzdłuż rzeki Garliczki. Kiedy po prawej zobaczymy drogę odchodzącą na wschód, jest to znak, że właśnie w tym miejscu przekroczyliśmy dawną granicę dwóch cesarzy i znaleźliśmy się na terenie carskiej Rosji.
Po przejechaniu dalszych stu metrów musimy opuścić dno doliny. Zaczyna się pierwszy poważny podjazd na naszej trasie. Skręcamy w prawo i na odcinku trzech kilometrów musimy wspiąć się o sto metrów, aż znajdziemy się w Woli Zachariaszowskiej. Droga początkowo stroma i kamienista, zamienia się w dość płaski asfalt. Ledwo wyjechaliśmy na górę, a znowu wracamy do doliny Garliczki. Zjazd początkowo przyjemny, wśród pięknej panoramy całej doliny kończy się odcinkiem bardzo słabo przejeżdżonym, stromym trawiastym, a później leśnym. Kiedy w końcu dojeżdżamy do asfaltowej drogi na samym dole, to okazuje się, że przed nami jest coś jeszcze gorszego - stromy podjazd na przeciwległy stok, głębokimi koleinami, zarośniętymi na dodatek trawą wysoką na metr. Na szczęście to tylko kilometr i wjeżdżamy na nowiutki asfalt, który prowadzi nas już do samych Owczar.
Owczary to wieś, w której pragnął spędzić swoją starość w zasłużonym spokoju twórca Gdyni, polskiej floty handlowej i budowniczy polskiego przemysłu chemicznego Eugeniusz Kwiatkowski. W 1935 roku kupił majątek Owczary, wraz z kilkudziesięcioma hektarami ziemi. Niestety w 1950 roku majątek ten został skonfiskowany i przekazany szpitalowi dla psychicznie chorych w Kobierzynie. Kwiatkowski aż do swojej śmierci w 1974 roku nie pogodził się z utratą Owczar.
Między Owczarami a Świńczowem czeka nas znowu trudny odcinek trasy. Jest to podjazd może nie bardzo stromy, ale koleiny są głębokie i pokryte warstwą luźnych kamieni. W Świńczowie osiągamy najdalej na północ wysunięty punkt czerwonego szlaku rowerowego gminy Zielonki. Zarazem jest to punkt najwyższy - prawie 400 metrów nad poziom morza. Teraz na szlaku przeważać będą spadki.
Ze Świńczowa zjeżdżamy do doliny Korzkiewki, potem podjazd do wsi Grębynice tylko po to, żeby za chwilę w Korzkwi znowu ostro zjechać w dół nad Korzkiewkę. Piękny jednokilometrowy, wąski odcinek doliny, który teraz będziemy przemierzać to planowany Korzkiewski Park Kulturowy obejmujący średniowieczny zamek Korzkiew i obronny barokowy kościół. Szlak prowadzi pomiędzy nimi. Warto przyjrzeć się zamkowi, który stanowi rzadki przykład odbudowy obiektu przez właściciela. Zamek ten jeszcze dziesięć lat temu był całkowitą ruiną.
Za Korzkwią musimy przejechać około dwustu metrów bardzo ruchliwą, wąską i niebezpieczną drogą Kraków-Skała i jeszcze na końcu wykonać zakręt w lewo w miejscu, gdzie kierowcy się tego po nas nie będą spodziewać. Ostrożność i koncentracja jest konieczna. Ale kiedy już znajdziemy się po drugiej stronie tej szosy czeka nas wiele kilometrów dróg z ruchem niewielkim lub żadnym, a na dodatek będziemy głównie jechali w dół. Droga prowadzi szerokim garbem, z rozległym widokiem w stronę Krakowa.
Kiedy będziemy się zbliżać do Trojanowic, już z daleka zobaczymy stojącą samotnie wśród bezkresnych pól tablicę z napisem "ulica Jurajska" i polną drogę niknącą wśród traw. Niezwykłość tego miejsca polega na tym, że tu właśnie po raz drugi w czasie tej wycieczki przekraczać będziemy byłą granicę  austriacko-rosyjską, tym razem w kierunku Austrii. Spotkany kiedyś w tym miejscu mieszkaniec twierdził, że połamany słup żelbetowy, który leży nieopodal w rowie to pozostałość austriackiego posterunku, który stał tu jeszcze nie tak dawno, aż został powalony przez jesienne wiatry.
Z Trojanowic czeka nas emocjonujący zjazd asfaltem w dolinę Prądnika, a potem relaksująca jazda wzdłuż tej rzeczki i już zbliżamy się do Zielonek. Do wsi wjeżdżamy od strony wzgórza zwanego kiedyś Kapitułą, na którym od szesnastego wieku stoi piękny gotycki kościół parafialny, ten sam który stracił witraże na skutek wybuchu prochowni w Witkowicach.
Teraz jeszcze kilka zakrętów wzdłuż Prądnika i już jesteśmy z powrotem na placu, skąd wyruszyliśmy kilka godzin wcześniej.
Wyruszyliśmy  z Zielonek i wróciliśmy do Zielonek. I tylko pozostał żal, że szlak, który przemierzyliśmy nie był koloru zielonego.
Wojciech Radecki


Mapa szlaków rowerowych i pieszych gminy Zielonki dostępna pod linkiem:

http://www.zielonki.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=92&Itemid=192